Przyznam szczerze, że nie spodziewałam się wiele po nowym Star Treku. Chociaż tzw. “Kelvin Universe” i wiele nowości oceniam ogólnie na plus, “Star Trek: Into Darkness” miał wiele irytujących wad i poza byciem ładnym i przyjemnym widowiskiem nie oferował zbyt wiele. W zasadzie postanowiłam sobie, że “trójeczkę” obejrzę tylko dla bohaterów, i nie spodziewałam się po niej zupełnie niczego.

Tymczasem dostałam świetną rozrywkę, kilka rozczulających ukłonów w stronę mojego wewnętrznego trekkie i w zasadzie cud, miód i orzeszki. Dość powiedzieć, że byłam na filmie w sumie trzy razy i chętnie poszłabym jeszcze raz.

UWAGA! Tekst zawiera spojlery. Znaczące. 🙂

Kolejność przypadkowa.

  1. Simon Pegg

Tutaj akurat kolejność nieprzypadkowa – mam wielką ochotę ozłocić go za to, co zrobił dla tego filmu. Po wielu bzdurach i kliszach, które serwowali nam poprzedni scenarzyści (tak, patrzę na was, Kurtzman i Orci) “Beyond” postanowiono powierzyć trekowym wyjadaczom, co zdecydowanie wyszło temu filmowi na dobre. Co ciekawe, początkowo scenariusz tej części był podobno “za bardzo trekowy”, co zresztą przyznał sam Simon [źródło]. JJ Abrams poprosił go więc, żeby troszeczkę go przerobił i moim zdaniem udało się świetnie – oglądając “Beyond” cały czas miałam wrażenie, że oglądam pełnometrażowy i wysokobudżetowy odcinek serialu, a przy okazji film jest na tyle uniwersalny, że nie-fanom również może się spodobać. Dzięki za wszystko, Simon!

2. Time to shine!

13346482_10153685570903716_4799179557257386778_n

Po raz pierwszy od czasu restartu uniwersum w filmie z 2009 roku dało się zauważyć, że każdy bohater ma cel i “swój moment”. Nie potraktowano po macoszemu żadnego z głównych bohaterów i bohaterek – tak jak w poprzedniej części niejednokrotnie było mi przykro, kiedy jeden z moich ulubionych bohaterów był spychany na margines, tak tutaj nie ma tego problemu. Każdy ma zabawną scenę, każdy ma scenę, w której jest badassem, każdy nas wzruszy – tyczy się to zwłaszcza Bonesa, który w poprzedniej części dostał rolę na tyle nieznaczącą i okrojoną, że podobno Karl Urban rozważał zakończenie kariery jako nasz ulubiony doktor jęczybuła. Szczerze? Po “Into Darkness” trudno mu się dziwić. Na szczęście po przeczytaniu scenariusza nowego filmu zmienił zdanie, dzięki czemu mogliśmy podziwiać go między innymi w rewelacyjnych scenach ze Spockiem. To kolejna rzecz, o której warto wspomnieć przy okazji bohaterów – w pewnym momencie zostają rozdzieleni na “dwójki” i ich interakcje są po prostu przekomiczne. Do tej pory uśmiech sam wstępuje na twarz, kiedy przypomnę sobie Spocka śmiejącego się po ciężkim zranieniu, Bonesa opowiadającego o radioaktywnej biżuterii albo Scotty’ego pouczanego przez Jaylah jak zmienić częstotliwość radia. Co płynnie przenosi nas do kolejnego wielkiego plusa, czyli…

3. Jaylah

star-trek-beyond-movie-posters-jaylah

Dawno nie widziałam tak fajnej bohaterki kobiecej w jakimkolwiek blockbusterze. Zadziorna, inteligentna, zabawna, a do tego niezwykle zdolna – czego chcieć więcej? Taka postać to naprawdę wspaniała odmiana po tym, w jaki sposób postanowiono nam przedstawić Carol Marcus w “Into Darkness” – chociaż zakończenie poprzedniej części sugerowało, że może jeszcze powrócić, jestem bardzo szczęśliwa, że tak się nie stało. Nie mam nic do samej postaci, wręcz przeciwnie – uważam, że cała jej relacja z Kirkiem jest bardzo interesująca i ona sama mogłaby wiele wnieść do fabuły, ale nie w momencie, kiedy highlightem jej roli jest pozowanie w bieliźnie. Nie oszukujmy się – spokojnie można byłoby ją wyciąć z filmu bez straty dla ciągłości fabuły. Jaylah nie potrzebuje takich scen, żeby zwrócić naszą uwagę i żebyśmy się nią zainteresowali, bo po prostu nie można jej nie lubić. Jej rozmowy ze Scottym i bezinteresowność w pomocy naszym bohaterom ujęły mnie od samego początku. Mimo krzywd, jakie ją spotkały, nie nastawia się od razu na walkę z załogą Enterprise, tylko postanawia im pomóc na zasadzie partnerstwa – ja zrobię coś dla was, a wy pomożecie mnie. Mam nadzieję, że Jaylah pojawi się w kolejnej części i będzie wymiatać w Akademii, bo to zdecydowanie najciekawsza postać kobieca, jaka pojawiła się w nowych filmach.

4. Wspaniały hołd dla serialu i Leonarda Nimoya

ambassador-spock-star-trek-beyond

Star Trek kończy w tym roku 50 lat i trudno jest mi sobie wyobrazić lepszy hołd dla tego serialu. Ponieważ Leonard Nimoy odszedł, w “Beyond” postanowiono uśmiercić również Ambasadora Spocka, co nie pozostaje bez wpływu na naszego młodego Wolkanina. Bardzo pięknie nawiązano do ekipy oryginalnego serialu – w pewnym momencie młody Spock znajduje należące wcześniej do Ambasadora zdjęcie, na którym widzimy całą “oryginalną” ekipę. Nie będę ukrywać, że w oku zakręciła mi się łezka. Pamiętam, że jako dziecko czasem miałam zajęcia pozalekcyjne i nie mogłam oglądać serialu na bieżąco. Ile ja razy udawałam, że jestem chora, żeby rano obejrzeć powtórki… patrząc na tę scenę poczułam się tak, jakbym znów miała te -naście lat i z wypiekami na twarzy śledziła historię z TOS. Nie wspomnę już o dodatkowych smaczkach dla fanów, jak na przykład potargana koszula kapitana Kirka i Chekov opowiadający o tym, że szkocka pochodzi z Rosji…

5. James T. Kirk, człowiek z charakterem

chris-pine-plays-kirk-in-star-trek-beyond

Uwaga, uwaga – po raz pierwszy James T. Kirk nie jest szalonym bawidamkiem! W “Beyond” mamy Kirka nieco zmęczonego, targanego wątpliwościami i zastanawiającego się, czy tak naprawdę chce nadal być kapitanem. W końcu przestał zachowywać się jak napalony nastolatek, aczkolwiek pozostała w nim odrobina szaleństwa – patrz: scena z motocyklem. Podobało mi się, jak pokazano jego przemianę i wewnętrzne sprzeczności – na początku widzimy, że zastanawia się nad porzuceniem posady kapitana i objęciem innego stanowiska, ale ostatecznie nie decyduje się na zmianę, bo nadal chce latać. Na jego twarzy widać też o wiele więcej emocji, niż wcześniej – widać u niego autentyczną rozpacz po zniszczeniu Enterprise i mimo utrzymania wielu humorystycznych scen z jego udziałem zdecydowanie mam wrażenie, że dorósł. O ile we wcześniejszych filmach raczej traktowałam tę postać pobłażliwie, paradoksalnie dopiero w “Beyond” poczułam, że jednak go lubię.

6. Humor

Mimo ogólnej powagi (w końcu zniszczono Enterprise!) w “Beyond” udaje się zachować świetnie wyważone poczucie humoru. We wcześniejszych punktach wspomniałam już o większości zabawnych scen, ale tak naprawdę jest ich o wiele więcej i, co najważniejsze, nie są wcale wymuszone albo dorzucone na siłę. Wręcz przeciwnie – często wynikają z konkretnej sytuacji, a efekt dodatkowo potęguje to, w jaki sposób zestawiono ze sobą bohaterów. Mamy więc poważnego Spocka, któremu Bones uświadamia, że sprezentował swojej dziewczynie GPS w formie naszyjnika, mamy Chekova, który po wrzaśnięciu “rzuć broń” dodaje “proszę”, mamy Jaylah, która nazywa Kirka “James T.” (to jest tak urocze…!), czy też Bonesa, który okazuje się świetnym pilotem… można długo wymieniać te najzabawniejsze sceny, ale dość powiedzieć, że śmieszą wielokrotnie – jak już wspomniałam, byłam na filmie trzy razy i za każdym razem tak samo mnie cieszyły. 🙂

7. Muzyka

maxresdefault (3)

Ścieżka dźwiękowa “Beyond” jest po prostu obłędna i nie mam tu na myśli tylko muzyki w tle – świetnie wykorzystano kawałek “Sabotage” (absolutnie mistrzowska scena!), a dodatkowo Rihanna napisała całkiem niezły utwór promujący film. Początkowo nieszczególnie trafił w moje preferencje muzyczne (od post-rocka trochę daleko do Rihanny), ale po usłyszeniu go na końcu filmu przekonałam się do niego. Brakuje mi często w filmach właśnie takiego wpadającego w ucho kawałka, który później kojarzyłby się z konkretną produkcją, dlatego cieszę się, że zdecydowano się tutaj na taki krok. Sama ścieżka dźwiękowa natomiast świetnie podkreśla klimat – mamy chórki, mamy smyczki, mamy fortepian, mamy utwory mroczne, zabawne i patetyczne. Michael Giacchino po raz kolejny stanął na wysokości zadania i szczerze mówiąc wyrasta na jednego z moich ulubionych kompozytorów muzyki filmowej. Obowiązkowa ciekawostka lotnicza – podobno podczas tworzenia muzyki do serialu “Lost” Michael wykorzystał elementy kadłubów samolotowych zamiast perkusji.

8. Wątek Hikaru Sulu

ac1ded10d98a3834555d736ef5534f46

Jeszcze przed pojawieniem się filmu w kinach w internecie wybuchła niemała kontrowersja związana z postacią Hikaru Sulu – Simon Pegg ogłosił, że w ramach uhonorowania George’a Takei i jego orientacji Sulu w “Beyond” okaże się być homoseksualistą. W Internecie momentalnie zawrzało – większość fanów ucieszyła się z wprowadzonej zmiany, niestety nie udało się przekonać samego George’a Takei, który ten pomysł dość ostro skrytykował, gdyż podobno nie zgadzał się z wizją Roddenbery’ego, twórcy serialu, i wyraził swoje ubolewanie, że zamiast zmieniać istniejącą postać nie wprowadzono nowego bohatera o odmiennej orientacji. Niestety jak dla mnie mocno się tutaj zagalopował – Simon Pegg wyraźnie wytłumaczył, że zrobili do właśnie po to, aby uniknąć wprowadzania znienacka “token gay guy”, który byłby zdefiniowany nie przez to, jakim jest bohaterem, a właśnie przez swoją orientację seksualną. Nie zapominajmy, że w tej linii czasowej w zasadzie wszystko mogło się zmienić – dlaczego więc nie może to dotyczyć orientacji seksualnej Sulu? Jak dla mnie to zagranie było bardzo dobrze przemyślane i bardzo, bardzo pozytywne, zwłaszcza, że w filmie przedstawiono to po prostu jako “oczywistą oczywistość” – Sulu po prostu spotyka się ze swoim partnerem i swoją córką tak, jakby była to najnormalniejsza rzecz na świecie. Moim zdaniem właśnie tak powinno się przedstawiać w filmach związki homoseksualne – jako coś absolutnie normalnego. Nawet tak sobie pomyślałam, że przed filmem specjalnie rozdmuchano cały temat, bo inaczej nikt by tego nawet nie zauważył. 😉

9. Obsada

ST2_ExpBanner_6616_2.0

Przyznawałam się do tego już wiele razy i przyznam się ponownie – jestem ogromną fanką nowego castingu i uważam, że jest po prostu bezbłędny. W zasadzie nie jest to plus wyłączny dla “Beyond”, ale to właśnie tutaj moim zdaniem aktorzy naprawdę pokazali, na co ich stać. Moimi absolutnymi faworytami są Simon Pegg jako Scotty i Karl Urban jako Bones, ale cała reszta nie pozostaje daleko w tyle – Zachary Quinto, John Cho, Chris Pine, Anton Yelchin… nadal jest mi strasznie przykro z powodu tragicznej śmierci Antona i ogromnie żałuję, że już więcej nie zobaczymy go w Star Treku, bo jego Chekov przekonał mnie do siebie nawet bardziej niż ten z TOS, za którym szczerze mówiąc średnio przepadałam. JJ Abrams potwierdził już, że nie obsadzi ponownie roli Chekova, także prawdopodobnie w kolejnej odsłonie filmu zostanie wprowadzona nowa postać. Mam nadzieję, że zrobią dla Chekova jakieś piękne zakończenie wątku (zacznie uczyć w Akademii, wróci do rodziny, cokolwiek) i że go tak po prostu nie uśmiercą.

tumblr_oaz7pqPBLg1uff2k8o2_1280
:'(

10. Zalety > wady

Star Trek Beyond Big Attack spot USS Enterprise at Starbase Yorktown

W zasadzie to, co jest w tym filmie najważniejsze to to, że nawet mimo tego, że nie jest bez wad, nie przeszkadzają one w dobrej zabawie. Głównym – i bardzo słusznym zresztą – zarzutem wobec “Beyond” jest niewykorzystany potencjał Kralla, głównego przeciwnika naszych ukochanych bohaterów. Jest on raczej tłem dla tego, żeby to oni mogli zabłysnąć i się popisać, a jego geneza jest raczej zarysowana, a nie szczegółowo przedstawiona. Niemniej jednak jego motywacja wydaje się logiczna – jako żołnierz, który przez całe życie nie znał niczego poza wojną, nie był w stanie przejść do porządku dziennego nad tym, że nagle rozkazano mu bratać się z wrogiem i oddano pod dowództwo statek bardziej na zasadzie “zrób coś ze sobą, bo nie jesteś już potrzebny”, a nie w związku z jakąś konkretną misją. Jestem pewna, że z dodatkowym czasem na ekranie jego potencjał byłby zdecydowanie lepiej wykorzystany. Poza tym można wymienić kilka innych zgrzytów, jak ogólnie dość płytka fabuła, naciągane sceny akcji, wybuchy, trzęsąca się kamera, niewielkie zaplecze dla problemów egzystencjalnych kapitana… ale jak dla mnie to naprawdę nie ma znaczenia w przypadku lekkiego, łatwego i przyjemnego popcorn movie, jakim nadal pozostaje “Star Trek: Beyond”. To nie jest kino ambitne, które raz na zawsze zrewolucjonizuje gatunek SF, ale też nie o to przecież chodzi. To po prostu kino rozrywkowe, film, który ładnie prezentuje się na dużym ekranie, a dodatkowo przysparza niemałej rozrywki zwłaszcza fanom Star Treka przez liczne nawiązania i puszczane do nich “oczka”. Mam nadzieję, że kolejny film będzie podobny – paradoksalnie cieszę się, że film został troszkę “olany” przez dotychczasowych twórców i oddany w ręce kogoś innego, bo zdecydowanie wyszło mu to na dobre. Obyśmy za kilka lat dostali co najmniej kolejne “Beyond”. 🙂

 

A jak Wam się podobał nowy “Star Trek”? Na co liczycie w kolejnych częściach? Ja na pewno chciałabym, żeby wróciła Jaylah i żebyśmy dostali więcej Scotty’ego, ale szczerze mówiąc większe nadzieje wiążę z zapowiedzianym niedawno serialem “Star Trek: Discovery”, którego wręcz nie mogę się doczekać. To boldly go where no one has gone before! 🙂

 

PS. Chcę tę kurtkę. Bardzo. JEST PIĘKNA.

maxresdefault (2)