When you realize how insignificant we are to the universe, you realize how important we are to each other.

 

UWAGA! Tekst zawiera spojlery. Będą dodatkowo oznaczone w miejscu występowania.

Na film “Love” trafiłam zupełnym przypadkiem na fali fascynacji uniwersum “Dead Space” – jednej z moich ulubionych gier sci-fi (te nawiązania do “Event Horizon!”). Po przeczytaniu książek (które notabene są całkiem niezłe, zwłaszcza “Martyr” – autorstwa samego Briana Evensona) zaczęłam przeglądać dokonania voice actorów i okazało się, że Gunner Wright, podkładający głos pod głównego bohatera gry, swego czasu wystąpił w niskobudżetowym filmie science fiction. Od razu wyszukałam więcej informacji i niewiele myśląc zabrałam się za oglądanie.

“Love” to film, który powstał w roku 2011 za sprawą Williama Eubanka, który zajął się zarówno reżyserią, jak i scenariuszem. Do współpracy w zakresie stworzenia ścieżki dźwiękowej zaproszono grupę Angels & Airwaves, co moim zdaniem było genialnym posunięciem, gdyż ich muzyka sprawdza się w tym obrazie po prostu doskonale. To właśnie ten zespół zresztą ufundował powstanie tego filmu – a całość kosztowała około 500 000 USD. Cała konstrukcja stacji kosmicznej została wybudowana w ogrodzie rodziców Williama Eubanka, który zresztą własnoręcznie wykonał większość scenografii – dość powiedzieć, że okno stacji kosmicznej to odpowiednio przerobione i pomalowane drzwi od pralki, a pojemniki na narzędzia zostały zakupione w Home Depot i po prostu pomalowane na biało, aby pasowały do sterylnego wnętrza. Wiecie, co jest w tym wszystkim najlepsze? Tego w ogóle nie widać, film zupełnie nie sprawia wrażenia niskobudżetowego. Chylę czoła przed Williamem za to, co udało mu się osiągnąć tak niewielkimi nakładami finansowymi i ciężką, własnoręczną pracą.

UWAGA! Poniżej znajdują się spojlery zdradzające część fabuły filmu. 

Cała historia zaczyna się w roku 1864 podczas wojny domowej, kiedy kapitan Lee Briggs na polecenie swojego dowódcy dokonuje niezwykłego odkrycia – uciekając z oblężonego baraku zapuszcza się w miejsce, w którym podobno znajduje się tajemniczy artefakt. Nie wiadomo jednak od razu, czym jest ów tajemniczy przedmiot – widzimy tylko, że wywiera na kapitanie ogromne wrażenie.

vlcsnap-2016-08-23-21h27m12s10

W roku 2039 astronauta Lee Miller znajduje się na stacji kosmicznej orbitującej blisko Ziemi, lecz w pewnym momencie traci z planetą kontakt. Z czasem stajemy się świadkami jego walki o przetrwanie i zachowanie zdrowia psychicznego w obliczu braku możliwości przesłania i odebrania jakiegokolwiek komunikatu. Przez cały czas trwania filmu towarzyszymy mu na stacji kosmicznej, gdzie w pewnym momencie dokonuje przedziwnego odkrycia – w jednym z zakamarków odkrywa dziennik spisany przez nikogo innego, jak właśnie kapitana Briggsa. Nie wiemy, jak dziennik się tam znalazł, ba – nie wiemy nawet, jaka część tego, co widzimy, dzieje się tylko i wyłącznie w umyślę astronauty (warto zauważyć, że bohaterowie mają tak samo na imię). Nie zmienia to jednak faktu, że Lee jest skrajnie sfrustrowany faktem, że po przeczytaniu dziennika nie dowiaduje się, co w końcu zobaczył kapitan Briggs – w dzienniku brakuje zakończenia.

vlcsnap-2016-08-23-21h25m56s19

Film nie pokazuje nam, co stało się na Ziemi – widzimy tylko jedną, bardzo symboliczną scenę, w której Lee Miller ogląda z pokładu stacji kosmicznej gasnące światła. Wiadomości z bazy urywają się też dość spontanicznie. Sama tragedia w tle nie ma jednak żadnego znaczenia – nie ma mowy o końcu świata, o apokalipsie, o wojnie. Wszystko po prostu się kończy, a nasz bohater pozostaje nie tylko sam – prawdopodobnie zostaje ostatnim żyjącym człowiekiem we Wszechświecie.

Z czasem dziennik kapitana Briggsa staje się swoistą obsesją Millera. Wnętrze stacji pokrywa rysunkami przedstawiającymi jego bohaterów i stara się między wierszami wyczytać, co takiego Briggs zobaczył i dlaczego był tym faktem tak poruszony. Niestety, dziennik nie daje jednoznacznej odpowiedzi. Pojawia się ona na samym końcu filmu, a dodatkowo potwierdza przypuszczenia Millera – istotnie jest ostatnim żyjącym człowiekiem.

vlcsnap-2016-08-23-21h25m03s4

</SPOJLERY> 🙂

Zdradziłam wam właśnie lwią część fabuły, ale pozwolicie, że nie będę rozpisywać się na temat ostatecznego rozwiązania – naprawdę uważam, że film jest wart obejrzenia. Dość powiedzieć, że byłam pozytywnie zaskoczona zakończeniem i jego ładunkiem emocjonalnym, który dodatkowo został wspaniale podkreślony przez utwór “Soul Survivor”, skomponowany specjalnie na zakończenie filmu przez Angels & Airwaves. Cudo! Nie będę ukrywać, że bardzo się wzruszyłam.

W pewnym momencie w filmie zaczynają pojawiać się sceny pozornie niezwiązane z główną osią fabularną. Przedstawiają różnych ludzi mówiących o tym, czym są dla nich relacje, związki oraz interakcje z innymi ludźmi. Chociaż na początku wydaje się to zaburzającym kompozycję dodatkiem, uwierzcie – to one, razem z historią naszego astronauty i kapitana, pokazują sedno tego filmu. Sceny te zostały również wykorzystane w teledyskach promujących film i album Angels and Airwaves wydany jako ścieżka dźwiękowa do filmu – jedną z nich widać na filmie powyżej, kolejną można znaleźć m. in. tutaj:

Wszystkie filmy Angels and Airwaves udostępnia do obejrzenia na swoim kanale na YouTube. Dają nam one większy wgląd w to, kim są bohaterowie, których poznajemy w tych dodatkowych scenach. Bardzo lubię takie zabiegi – teledyski te są świetnym uzupełnieniem po seansie. Ten o żołnierzu to zdecydowanie mój ulubiony, razem z tym poniżej – o starszym panu opowiadającym o historiach.

 

“Love” zdecydowanie nie jest filmem dla wszystkich i wcale nie chodzi tu o to, że jest to film “genialny”, “mądry”, “ponadczasowy” – jest po prostu specyficzny i nie każdy odnajdzie w nim to, co udało się odnaleźć na przykład mnie. Mimo dużej oszczędności formy jest zaskakująco bogaty w treść, a nietypowe podejście do tematu samotności tylko spotęgowało wrażenie, jakie na mnie wywarł. Bo to tak naprawdę nie jest film science-fiction – to film o miłości, samotności i relacjach międzyludzkich, który został pięknie opakowany w pudełko z napisem “sci-fi”. Co by było, gdyby pozbawić człowieka wszelkich relacji i kontaktu z innymi? Jak szybko – i czy w ogóle – zacząłby szukać substytutów, tworzyć sobie relacje “zastępcze” na siłę? “Love” pokazuje to w bardzo ciekawy sposób – nie zapominajmy, że nasz bohater nie tyle nie ma kontaktu z innymi ludźmi, co wręcz jest od nich oddalony o setki kilometrów i musi dodatkowo liczyć się z tym, że prawdopodobnie nigdy już nie wróci na Ziemię, ba! Zapewne nie ma nawet do czego wracać. Cała ta otoczka stawia jego wątek w bardzo ciekawym świetle, zwłaszcza od momentu znalezienia przez niego dziennika. Film bardzo ciekawie buduje narrację i napięcie i dopiero pod sam koniec pozwala nam zrozumieć, co takiego swego czasu zobaczył kapitan Briggs i czym tak naprawdę są wspomnienia przecinające główną fabułę filmu. Lubię takie rozwiązania, bo lubię, kiedy film wymaga ode mnie uruchomienia wyobraźni i własnoręcznego połączenia wszystkich faktów.

Nie chcę was jednoznacznie namawiać do obejrzenia tego filmu, bo nawet wśród moich znajomych będących fanami gatunku zdania są podzielone, a sam film nie jest też idealny – na początku trochę gryzło mnie to, że nie wiedziałam, jak to się dzieje, że na stacji jest grawitacja ;). Niemniej jednak ta historia jest moim zdaniem eksperymentem na tyle ciekawym, że warto przynajmniej spróbować się z nim zapoznać. Nie na darmo mówi się, że jakość filmu SF wzrasta proporcjonalnie do zmniejszającego się budżetu przeznaczonego na jego realizację – moim zdaniem “Love” jest doskonałym przykładem tej analogii.

 

How can eyes that have seen so much be brought to life by the simplest thing? It is as if we have some pre-destined tempo of destruction. I have decided that I’m not looking for one discovery. I am simply hoping that we have a history worth remembering.