Bardzo się cieszę, że mój poprzedni tekst o ciekawych miejscówkach Tokio spotkał się z tak pozytywnym odzewem 🙂 jak już wspomniałam, postanowiłam podzielić tekst na dwie części, żeby łatwiej się o wszystkim czytało. W części drugiej do odwiedzenia pozostaje nam Roppongi Hills, park Ueno, świątynia Sensō-ji oraz dzielnica Shibuya. Mam nadzieję, że i tym razem będzie się dobrze czytało wszystkie moje ciekawostki.

ROPPONGI HILLS (jap. 六本木ヒルズ, Roppongi Hiruzu)

Kolejnym punktem na mapie Tokio jest Roppongi Hills, ciekawy projekt deweloperski w popularnej dzielnicy Roppongi. Wzniesiony przez potentata budowlanego Minoru Mori, megakompleks Roppongi Hills składa się z biur, apartamentów, sklepów, restauracji, kawiarni, kin, muzeum, hotelu, studia telewizyjnego, amfiteatru i kilku parków. W samym środku znajduje się 54-piętrowa Mori Tower. Wizją pana Mori było stworzenie miejsca, w którym ludzie mogliby odpoczywać, mieszkać, pracować, zrobić zakupy, zażyć trochę kultury i podziwiać piękne widoki bez konieczności dojeżdżania do nierzadko oddalonych o kilkadziesiąt kilometrów dzielnic Tokio. Całą architekturę tego miejsca i plan zagospodarowania przestrzeni można znaleźć w książce Six Strata: Roppongi Hills Redefined.

Roppongi Hills to nie tylko budynki – to również rozważnie rozmieszczona zieleń.

Ciekawym punktem na mapie Roppongi Hills jest Mori Tower, szósty najwyższy budynek w Tokio. W Mori Tower znajdują się sklepy i galerie, a także siedziby wielu znanych firm (m. in. The Pokémon Company i Konami). Nie da się jednak ukryć, że najciekawszą atrakcją Mori Tower jest możliwość wjechania na piętra 52-54, z których można podziwiać rozległą panoramę Tokio. Na najwyższych piętrach znajduje się również galeria.

Tokio Tower wygląda tu jak na makiecie. Widok z góry robi niesamowite wrażenie!
Gdybyśmy zostali tydzień dłużej, moglibyśmy załapać się na wystawę Marvela. Niestety mogliśmy o niej tylko poczytać. 🙁

Z Mori Tower wiąże się również bardzo smutna historia – niedługo po otwarciu w wyniku nieszczęśliwego wypadku śmierć poniósł sześciolatek, którego głowa zaklinowała się w obrotowych drzwiach. Okazało się, że czujniki nie wykrywały niczego niższego niż 80 centymetrów. W wyniku licznych rozpraw sądowych projektanci systemów zostali skazani na wyroki w zawieszeniu, a system drzwi obrotowych  został wymieniony na rozsuwane. Wychodzi na to, że moja podświadoma awersja do drzwi obrotowych nie jest w 100% bezpodstawna. 🙂

PARK UENO (jap. 上野公園, Ueno Kōen)

Ueno to rozległy park znajdujący się na niegdysiejszym terenie Kan’ei-ji – świątyni buddyjskiego odłamu Tendai. Jest jednym z pierwszych publicznych parków Japonii. Na przełomie kwietnia i maja jest jednym z najpopularniejszych miejsc na hanami (jap. 花見, 花 – hana – kwiat,  見 – mi – patrzeć), czyli podziwianie kwiatów wiśni.

Pierwszy raz udało mi się w Japonii zobaczyć kwitnące wiśnie – wszystkie moje poprzednie wizyty odbywały się w innych porach roku.

Jak już wspomniałam, park Ueno znajduje się na terenie należącym kiedyś do Kan’ei-ji, założonej w roku 1625 w miejscu zwanym „bramą demonów”, czyli nieszczęśliwym kierunku na północny wschód od zamku Edo. Kierunek północny był swego czasu określany jako kimon (jap. 鬼門, ki – demon, mon – brama), wierzono bowiem, że to w tym kierunku udają się wszystkie złe duchy. Niejednokrotnie budowano świątynie ustawione w tym kierunku, a przy niektórych japońskich budynkach nadal można znaleźć rowy w kształcie litery „L” wykopane na ich północnym wschodzie, aby odstraszyć złe duchy.

Większość budynków świątynnych na tym terenie zniszczono podczas Bitwy pod Ueno w roku 1868, w trakcie Wojny Boshin, kiedy siły szogunatu Tokugawa zostały pokonane przez stronę dążącą do przywrócenia władzy cesarskiej. W grudniu tego roku Wzgórze Ueno stało się własnością miasta Tokio, z wyłączeniem tych budynków świątynnych, które przetrwały bitwę – w ich skład wchodziła pięciopiętrowa pagoda z 1639 roku, Kiyomizu Kannodō (lub Shimizudō) z roku 1631 oraz równie stara brama główna. Wszystkie zostały określone mianem jūyō bunkazai (jap. 重要文化財), czyli ważnych zabytków kultury.

Wystosowano wiele propozycji zagospodarowania tego terenu – w tym jako szkoły medycznej lub szpitala, ale holenderski doktor Bauduin zaproponował stworzenie na tym terenie parku. W styczniu 1873 roku Dajō-kan (jap. 太政官, dosł. Wielka Rada Stanu) wydał obwieszczenie w kwestii ustanowienia publicznych parków, gdzie wspomniano, że „w prefekturach takich jak Tokio, Osaka i Kioto znajdują się miejsca o wartości historycznej, pięknych krajobrazach i potencjale do relaksu i wypoczynku, które ludzie mogą odwiedzać w celach rekreacyjnych, jak na przykład Sensō-ji czy Kan’ei-ji”. Wszystko to działo się rok po założeniu Yellowstone, pierwszego na świecie parku narodowego.

Późnej w tym samym roku założono park Ueno, razem z parkami Shiba, Asakusa i Fukugawa. W roku 1924, na cześć małżeństwa Hirohito, park Ueno otworzył dla mieszkańców sam cesarz Taishō, który złożył specjalną dotację na ten cel. Wtedy park otrzymał swoją oficjalną, pełną nazwę, która do dziś brzmi Ueno Onshi Kōen (jap. 上野恩賜公園), co dosłownie znaczy „Park Ueno, Dar Cesarski”.

SENSO-JI (jap. 金龍山浅草寺, Kinryū-zan Sensō-ji)

Sensō-ji (jap. 金龍山浅草寺, Kinryū-zan Sensō-ji, gdzie Kinryū-zan to dosł. Góra Złotego Smoka) jest starożytną świątynią buddyjską zlokalizowaną w dzielnicy Asakusa. Jest najstarszą, a zarazem jedną z najważniejszych świątyni w Tokio. Początkowo utożsamiana z buddyzmem Tendai, po II Wojnie Światowej stała się świątynią niezależną. W bardzo bliskiej odległości od Sensō-ji znajduje się shintoistyczna Asakusa-jinja (jap. 浅草神社, dosł. Świątynia Asakusa). Sensō-ji jest również najczęściej odwiedzanym świętym miejscem na świecie – co roku pojawia się tam około 30 milionów odwiedzających.

Sensō-ji jest poświęcone bodhisattwie miłosierdzia Kannon (sanskr. Avalokiteśvara). Zgodne z legendą, w roku 628 dwaj rybacy – bracia Hinokuma Hamanari i Hinokuma Takenari – znaleźli w rzece Sumida posąg Kannon. Naczelnik ich wioski, Hajino Nakamono, rozpoznał jej uświęcony status i zbudował dla niej świątynię przerabiając swój własny dom. W ten sposób wszyscy mieszkańcy wioski mogli oddawać cześć Kannon.

Pierwotna świątynia została wzniesiona w 645 roku, co czyni ją najstarszą świątynią w Tokio. We wczesnych latach szogunatu Tokugawa sam Tokugawa Ieyasu mianował Sensō-ji świątynią opiekuńczą swojego klanu.

Świątynia została zbombardowana i zniszczona podczas II Wojny Światowej. Odbudowano ją jako symbol odrodzenia i pokoju dla Japończyków. W ogrodzie świątynnym znajduje się drzewo, które ucierpiało podczas bombardowań, ale odrosło wewnątrz starej kory, co czyni z niego identyczny symbol i dodatkowo podkreśla znaczenie świątyni.

Jadłabym wszystko.

 

W okolicy Sensō-ji znajduje się wiele straganów, na których  można znaleźć pyszne jedzenie i tradycyjne pamiątki. Zwłaszcza w wolne dni spaceruje tam mnóstwo ludzi. Przy głównym wejściu  na teren świątyni znajduje się Kaminarimon (jap. 雷門, 雷 – kaminari – piorun, 門 – mon – brama), czyli Brama Piorunów.

Tłum ludzi, a w tle – Kaminarimon.

To właśnie tutaj pierwszy raz spróbowałam kibi dango (jap. 黍団子),  czyli klusek obtoczonych w mące sojowej, serwowanych na ciepło. Były absolutnie przepyszne, proszę nie zrażać się wyrazem mojej twarzy na zdjęciu poniżej.

Kibi dango jest super i nie dajcie sobie wmówić, że jest inaczej! 😀

Bardzo trudno było zdecydować, co zjeść, ale w końcu poza kibi dango postanowiliśmy spróbować dorayaki z pastą z czerwonej fasoli i kawałkiem słodkiego ziemniaka.
Pasta z fasoli & słodki ziemniak FTW! 😀

SHIBUYA  (jap. 渋谷区Shibuya-ku)

Shibuyę dodaję w zasadzie jako ciekawostkę, bo udało nam się zrobić tam kilka pięknych zdjęć. To właśnie tutaj znajduje się słynne skrzyżowanie, które widać w wielu filmach, anime, mangach, komiksach. Dodatkowo w dzielnicy znajdziemy mnóstwo knajpek, sklepów i restauracji. Trafiliśmy na przykład na świetny targ, gdzie obkupiliśmy się w świetnej jakości matchę, dużo japońskich słodyczy, herbatę i pamiątki. Żałuję, że nie mieliśmy okazji wrócić tam drugi raz.

Udało nam się znaleźć na słynnym skrzyżowaniu w bardzo dobrym momencie – słońce właśnie zachodziło i odbijało się od okolicznych szyb, dzięki czemu całość wyglądała przepięknie.

Takich tłumów ze wszystkich stron naraz nie widziałam jeszcze nigdzie.

W mniejszych uliczkach tej dzielnicy znaleźliśmy niepozorną, ale bardzo popularną knajpkę z okonomiyaki (jap. お好み焼き- o-konomi-yaki, dosł. „grilluj/piecz jak lubisz”), japońskimi naleśnikami na bazie kapusty i jajek, które przygotowuje się z przeróżnymi dodatkami. W tej akurat knajpce można było w całości przygotować je samemu, co przysporzyło nam wiele radości i frustracji. 😉

Lubię piwa w Japonii, bo są słabe i niezbyt gorzkie. Podobnie w Stanach. Ale ogólnie to w ogóle nie lubię piwa. 😉
Nie dajcie się zwieść pięknym, kolorowym bułeczkom z wystaw w piekarniach! Najczęściej są bez smaku – chyba, że mają jakieś nadzienie.
To właśnie w jednym z supermarketów Shibuyi udało mi się kupić dorayaki z matchą. <3

Udało mi się kupić kilka fajnych pamiątek – w tym tzw. paper theater i kilka gadżetów ze Spirited Away, ale najfajniejszą pamiątką są dla mnie cztery tomy mangi D. Gray-Man, które w końcu mam w języku japońskim. To chyba jedyna manga, którą jeszcze czytam w miarę regularnie. Ze zdziwieniem odkryłam, że z moim japońskim nie jest tak źle jak na to, że niewiele go używam – na luziku przeczytałam wszystkie cztery i żałuję, że nie kupiłam więcej. 🙁 Nadrobię następnym razem.

D. Gray-Man to jedyna manga, do jakiej sentyment mi jeszcze pozostał – w Bleacha zwątpiłam dawno temu. >(

Dzięki, że byliście ze mną przez całe dwie notki! W następnej kolejności na warsztat wezmę Universal Studios Hollywood, które odwiedziłam w styczniu tego roku.

Wszystkie zdjęcia ilustrujące niniejszy wpis są wykonane przeze mnie i Michała Pęczalskiego. Rozpowszechnianie ich bez naszej zgody jest zabronione.

  • Na wstępie: fajne zdjęcia! 😀

    Jeszcze mam taką małą sugestię co do wpisów – fajnie by było jakbyś mogła podać namiary na mniej popularne miejsca, np. mniej wiecej koordynaty gps / link do google maps wskazujących na dane miejsce. Mam tu na myśli namiary na np. ten targ z zieloną herbatą 🙂

    Tak patrze jeszcze na zdjęcie krajobrazu Roppongi i tak się zastanawiam czy gdzieś tam w pobliżu nie ma polskiej ambasady?

    Co do przegapiania wystaw – miałem podobną akcję przy czym u mnie po prostu spóźniłem sie na wystawę związaną z Gwiezdnymi Wojnami w Tokyo SkyTree, na najwyższym poziomie :/

    Park Ueno to chyba zdecydowanie najlepsze miejsce do podziwiania kwitnących wiśni w Tokio, drugi w kolejce mogą być okolice pałacu cesarskiego. Z drugiej strony, będąc zupełnie szczerym to po paru dniach zachwytu nad wiśniami przywykłem do tego widoku i już tak jakoś ruszało. Zdecydowanie wolę jesienne kolory w okolicach Kioto 😀 Nie było przerażających tłumów na miejscu?

    Bardzo dobrze wspominam okolice świątyni Asakusa – oprócz fajnych straganów jest tam jeden bardzo fajny sklep wolnocłowy oraz bardzo kameralna knajpa z ramenem. Co do słodyczy w Japonii, nie miałaś wrażenia, że albo są przesłodzone (te bułki z nadzieniem ze słodkiej fasoli / budyniem) albo są po prostu mdłe/bez smaku? Na pewno mogę polecić castele z zieloną herbatą oraz serniki w japońskim wykonaniu, najlepiej firmowany przez cukiernie z Hokkaido (nie pamiętam nazwy). Niebo w gębie 😀

    No to teraz czuję motywację by dokończyć swój wpis z wypadu do Tokio 😀

    • Przekazałam komplement fotografowi i podziękował. 😀

      Akurat co do lokalizacji targu sprawa jest prosta, bo był to po prostu sklep w podziemiach stacji zaraz obok Hachiko. Także spokojnie można przy okazji zwiedzania zrobić zakupy. 🙂

      Polska ambasada jest niestety nieco dalej, bo w Meguro, ale okolica równe urokliwa. Miałam okazję być tam na kilku imprezach i bardzo miło je wspominam.

      Daj koniecznie znać, jak gdzieś zamieścisz swój wpis – chętnie poczytam!

      • To jeśli jest opcja to jeszcze miałbym pytanie do fotografa – z tego co widzę to praktycznie wszystkie zdjecia były robione szerokokątnym obiektywem i patrząc po ofercie sony był to sel16f28. Po danych w zdjęciach (zazwyczaj sprawdzam by zobaczyć jak zostało zrobione zdjęcie, może uda się dowiedzieć czegoś nowego 🙂 ) wynika, że używana była była spora przesłona rzędu F9 – czemu nie standardowe F5.6 dla tego aparatu?

        Pytam, ponieważ sam robię zdjęcia dokładnie tym samym modelem – a6000 🙂

        Targ z zieloną herbatą do zapamiętania do zbadania podczas następnej wyprawy do Tokio (kiedykolwiek by się ona nie odbyła, w tym roku niestety się nie uda :/). Wspominany fajny sklep w Asakusie to Don.Quijote (35.7136251,139.7932912) – całkiem spory z praktycznie wszystkim (od słodyczy, przez ceramiczne noże po posypki do ryżu włącznie z porcelaną, ciuchami i pałeczkami + łyżkami do ramenu) w dobrych cenach i przede wszystkim z możliwością zakupów bezcłowych. Sporo gotówki zostawiłem u nich, ale warto było 😀

        Koło ambasady byłem tylko raz, tak już ostatniego dnia pobytu pierwszego wypadu do Japonii. Z kumplem tylko przeszliśmy obok, ale spojrzenie funkcjonariusza boru, znudzonego widokiem kolejnych polskich turystów w okolicy ambasady – bezcenne 😀

        Co do wpisów to niestety przygotowanie kolejnych zajmuje mi zdecydowanie za dużo czasu (od 4 do 6 tygodni…) więc następny wpis będzie raczej nie prędko a wciąż mam materiały z wyjazdów w 2016… tak czy owak można mnie znaleźć po wpisaniu do googla ‚nic co leniwe nie jest mi obce’ 😉

        Póki co komentarze na stronie są domyślnie wyłączone oprócz tych do zdjęć.

  • cudoblog. zakochałam sie. pozdrawiam

    • Dziękuję! 🙂 Cieszę się, że się podoba.